w formie krótkiego streszczenia
Pisałam, że lubię kontrasty no więc teraz dodam - i równie ważne są dla mnie emocje i poziom adrenaliny we krwi.
Cudowny prezencik co ja dostała w postaci drugiej lampy EAA91 oraz wyszukanie w starych klamotach antycznego transformatora dzwonkowego dość klarownie wskazały tematykę kolejnego odcinka o AD2. Wspominałam swego czasu o mostku diodowym w układzie Graetz'a oraz o powielaczu napięcia, czas teraz nadszedł znakomity aby to sprawdzić na żywo, oczywiście przy pomocy Analog Discovery. A przy okazji niejako chcę pokazać parę przydasiów, bez których ja zupełnie nie wyobrażam sobie poważniejszej pracy z Analog Discovery...
w rolach głównych
Dwie lampki EAA91 to jest pełnia szczęścia, a do nich podstawki to już zupełnie.
Transformatorek dzwonkowy, taki jak można było spotkać kilkadziesiąt lat temu był w stanie praktycznie idealnym.
prostownik dwupołówkowy w układzie Graetz'a
Schemat układu banalny - rysunek poniżej
Względem pierwszych eksperymentów jedna, ale znacząca zmiana - obciążeniem mostka jest rezystor 22K, to prawie nic.
Ale dzięki temu, prąd lamp to ułamki miliamper a co za tym idzie straty napięcia anoda-katoda są minimalne.
I w sumie racja, EAA91 to dioda detekcyjna a nie prostownik do akumulatora....
Realizacja układu w formie malowniczego pajączka:
Pierwsze testowe uruchomienie wykonałam na generatorkach z AD2 ( W1 + W2 z odwróconą fazą )
a potem - cóż, jak się bawić to po całości - sprawdzenie przebiegu na wyjściu mojego transformatorka dzwonkowego:
i finalny efekt pracy mostka - przebieg napięcia na obciążeniu
w sumie to teraz najbardziej zastanawia mnie kształt tego sinusa, bo jakiś deczko niedorobiony jest, nasz dom ma doprowadzoną `fazę` czyli trójfazowe zasilanie, wszelkie pomieszczenia mieszkalne są na jednej zapięte, gdzieś musi być jeszcze odbiornik dokładający te śmieci... ciekawe
powielacz napięca w układzie kaskady Villard-a
Schemat powielacza - tu akurat mamy `poczwarzacz` - pokazuje rysunek poniżej.
A to realizacja tego układu w pajęczej formie, ale ze wsparciem płytki stykowej
po zweryfikowaniu multimetrem, że włączenie do tej zabawy mojego magicznego puzdereczka AD2 jest bezpieczne ( ooo, a tu 57 V DC .... )
całość stała się elektronicznym spaghetti - doszły sondy oscyloskopowe, jedna na wejściu układu ( ustawienie x1 ), druga zapięta na wyjście powielacza ( x10
Na obrazku poniżej widać finalne pomiary - wejście układu, wyjście powielacza oraz...
No i właśnie, to niebieskie to jest `kanał matematyczny` oscyloskopu, szatański zaiste wynalazek w WaveForms, pozwalający dla każdej próbki wejściowej z kanałów CH1 i CH2 wykonać prawie dowolna operację matematyczną a następnie jej wynik wystawić oscyloskopowi do wyświetlenia.
No czad normalnie!
Ja w sondzie na wyjściu powielacza ustawiłam sobie dzielnik x10, no więc na ekranie nazat pomnożyłam x10 i na koniec mam to, co tak naprawdę jest mierzone czyli moje 57V, niesamowity patent
O, a tu filmik pokazujący rozruch i wyłącznie powielacza - zwyczajnie przy pełnym zasilaniu anod lampek manewrowałam zasilaniem żarzenia, widać jak EAA91 się rozgrzewa i jak stygnąc traci emisję
https://youtu.be/ai7ekBbjgng
Tak oto powielacz napięcia na EAA91 zadziałał pierwszorzędnie!
zamiast napisów końcowych
Wniosków jest kilka, głównie natury bezpieczeństwa, swojego i sprzętu.
Nie ukrywam, 50+ V z powielacza nieco mnie zaskoczyło i dobrze, że tylko na wyświetlaczu multimetru, a nie po wsadzeniu tam gdzeiś paluchów.
Konkluzja taka, że jednak dobrze sprawdzić multimetrem na najwyższym zakresie z czym tak naprawdę ma się do czynienia, spodziewałam się nieco niższych wartości.
Jeżeli ktoś chce bawić się lampami lub planuje pracować z układami, w których występują napięcia znacznie przekraczające normy AD2 - sondy oscyloskopowe z dzielnikami x10 są raczej nieodzowne, jak i konwerter do nich BNC. Tak, wiem, to podraża koszt całości pewnie o kolejne kilkaset złotych, ale za to otwiera zupełnie inne możliwości i podnosi bezpieczeństwo oraz komfort pracy, takie moje zdanie....
grało mi Dio
świadkiem tej pisaniny takie albumy były:
fotoplastikon
i tradycyjnie na koniec, fotki nieosadzone w tekście, ale chyba warte pokazania

