Dzięki za wszystkie odpowiedzi.

Odpisałbym szybciej, ale podczas reinstalacji systemów zadziałało -a jakże by inaczej!- Prawo Murphego, no i parę spraw się potoczyło nie tak jak należy, tzn.
- padł jeden ważny dysk na którym miały być partycje systemowe (Windows, Debian + swap) - co prawda był już stary i siwy i miał prawo, ale zrobił niemiłą niespodziankę :/ (dane na szczęście udało się wcześniej zapisać - reguła przedinstalacyjna)
- wysypał się przy okazji problem z kompatybilnością karty sieciowej wi-fi TP-Linka w Windows 10 (problem rozwiązany)
- nie przewidziane kilka problemów z Windowsem 10 (czego by nie było np. z Debianem, chodzi o montowanie sektora rozruchowego MBR, dziwnym trafem i tym razem tutaj MS spaprał robotę, ponieważ ich instalator nie potrafił sobie poradzić z nadpisaniem już istniejącego na jednym z dysków MBR gdzie był GRUB).
Co do rozwiązania to najpewniej zastosuję to co sugeruje Kolega Squeez, a mianowicie użycie menadżera dysków LVM - tzn. generalnie w niedalekiej przyszłości. Póki co stawiam system na tym na czym mam, a są to jedynie dwa dyski SATA (nie będę się chwalił wielkością, bo nie ma czym).
Na chwilę obecną będzie to prawdopodobnie postawione tak, że na jednym fizycznym dysków będą partycje dla systemów: Windows 10, druga dla Debian, plus oczywiście partycja wymiany. Drugi dysk właśnie "robię" i o ile nie padnie jak ten pierwszy to będzie on użyty do trzymania danych dla Windowsa i Debiana (też podział na partycje). No i tyle, póki co większej filozofii nie ma, bo nie ma z czym, tzn. po prostu nie mam więcej HDD do podczepienia, a z drugiej strony też nie jestem specjalnym zwolennikiem podłączania iluś tam, n- dysków do zwykłego komputera typu desktop.
Pozdrawiam! j23
Internet łączy ludzi, którzy dzielą się swoimi zainteresowaniami, pomysłami i potrzebami, bez względu na geograficzne (przeciwności).
BOB TAYLOR, PARC