Historie z życia wzięte
: czwartek 02 wrz 2021, 19:31
Historie z życia wzięte
Tak całkiem niedawno obchodziliśmy 50 rocznicę powstania pierwszego komercyjnego mikroprocesora. Tak, to 1971 roku w stajni Intela powstał pierwszy mikroprocesor o symbolu 4004. Tak zdałem sobie sprawę ile rzeczy powstało w obrębie mego życia. Jak przebiegła moja przygoda z elektroniką? Początki były trudne, potrzeba było naprawdę wiele samozaparcia by cokolwiek zrobić. Największy opór do pokonania to... rodzice. Z jednej strony to wsparcie dla ucznia V klasy w rozwijaniu hobby było żadne a z drugiej strony... ile razy słyszałem: ty lepiej weź się za lekce do odrobienia zamiast zajmować się... (i tu można dopasować wiele wyrazów).
By zdobyć pierwsze elementy elektroniczne to naściemniałem starym, że popsuło się radyjko (było w domu takie małe radyjko rodem zza wschodniej granicy co odbierało tylko na długich i średnich falach na jedną bateryjkę 9V). To pierwsze źródło tranzystorów, oporników i kondków. Pamiętam jeszcze symbole tranzystorów: G309 (G pisane cyrylicą) jako tranzystor w.cz. i MP41 (również w cyrylicy) jako tranzystor m.cz. Ten pierwszy to mi się nie zachował. Ten drugi to:
Tych kilka tranzystorów to był wręcz skarb ogromny. Dopiero później „dorobiłem” się tranzystorów mocy.
Były takie śmieszne diody:
Wtedy łatwiej było dostać elementy ze wschodniego importu niż nasze rodzime z CEMI. Literatura na temat elektroniki... (to żart), katalogi podzespołów to… (większy żart). Jedyna książka jaką można było się posiłkować to „Nowoczesne zabawki” Wojciechowskiego. To z niej dowiedziałem się, że są takie elementy jak TG3F, TG5 czy TG50. O TG70 to można było sobie jedynie pomarzyć
. Tranzystory germanowe... o istnieniu krzemowych to nawet nie wiedziałem.
Niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem był budowany blok, więc po budowie walały się płytki PCV (takie, co z nich były robione podłogi). To były moje pierwsze laminaty. Gwoździem trzymanym w obcęgach rozgrzanym na gazie wypalałem w płytkach PCV otwory na elementy (no trochę to capiło). Taki gwóźdź to było uniwersalne narzędzie, robił również za rozlutownicę. Po drugiej stronie odizolowanym drutem owijało się nóżki elementów by powstała namiastka płytki PCB.
A jakie są wasze początki? Zapraszam do zagłębienia się we wspomnienia i pogrzebania w zakamarkach pamięci.
Tak całkiem niedawno obchodziliśmy 50 rocznicę powstania pierwszego komercyjnego mikroprocesora. Tak, to 1971 roku w stajni Intela powstał pierwszy mikroprocesor o symbolu 4004. Tak zdałem sobie sprawę ile rzeczy powstało w obrębie mego życia. Jak przebiegła moja przygoda z elektroniką? Początki były trudne, potrzeba było naprawdę wiele samozaparcia by cokolwiek zrobić. Największy opór do pokonania to... rodzice. Z jednej strony to wsparcie dla ucznia V klasy w rozwijaniu hobby było żadne a z drugiej strony... ile razy słyszałem: ty lepiej weź się za lekce do odrobienia zamiast zajmować się... (i tu można dopasować wiele wyrazów).
By zdobyć pierwsze elementy elektroniczne to naściemniałem starym, że popsuło się radyjko (było w domu takie małe radyjko rodem zza wschodniej granicy co odbierało tylko na długich i średnich falach na jedną bateryjkę 9V). To pierwsze źródło tranzystorów, oporników i kondków. Pamiętam jeszcze symbole tranzystorów: G309 (G pisane cyrylicą) jako tranzystor w.cz. i MP41 (również w cyrylicy) jako tranzystor m.cz. Ten pierwszy to mi się nie zachował. Ten drugi to:
Tych kilka tranzystorów to był wręcz skarb ogromny. Dopiero później „dorobiłem” się tranzystorów mocy.
Były takie śmieszne diody:
Wtedy łatwiej było dostać elementy ze wschodniego importu niż nasze rodzime z CEMI. Literatura na temat elektroniki... (to żart), katalogi podzespołów to… (większy żart). Jedyna książka jaką można było się posiłkować to „Nowoczesne zabawki” Wojciechowskiego. To z niej dowiedziałem się, że są takie elementy jak TG3F, TG5 czy TG50. O TG70 to można było sobie jedynie pomarzyć
Niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem był budowany blok, więc po budowie walały się płytki PCV (takie, co z nich były robione podłogi). To były moje pierwsze laminaty. Gwoździem trzymanym w obcęgach rozgrzanym na gazie wypalałem w płytkach PCV otwory na elementy (no trochę to capiło). Taki gwóźdź to było uniwersalne narzędzie, robił również za rozlutownicę. Po drugiej stronie odizolowanym drutem owijało się nóżki elementów by powstała namiastka płytki PCB.
A jakie są wasze początki? Zapraszam do zagłębienia się we wspomnienia i pogrzebania w zakamarkach pamięci.