[hacking][phreaking] - Ciekawy wykład Łukasza Jachowicza na PLNOG20

O wszystkim i o niczym ...
Regulamin forum
Nie dyskutujemy na tematy polityczne, religijne i inne tego typu mogące prowadzić do kłótni na forum, od tego są inne "wyspecjalizowane fora".
Awatar użytkownika
j23
User
User
Posty: 340
Rejestracja: czwartek 08 paź 2015, 18:40

[hacking][phreaking] - Ciekawy wykład Łukasza Jachowicza na PLNOG20

Postautor: j23 » poniedziałek 14 maja 2018, 03:01


Awatar użytkownika
gaweł
Expert
Expert
Posty: 593
Rejestracja: wtorek 24 sty 2017, 22:05
Lokalizacja: Białystok

Re: [hacking][phreaking] - Ciekawy wykład Łukasza Jachowicza na PLNOG20

Postautor: gaweł » poniedziałek 14 maja 2018, 10:33

Jak widać, na każdą koncepcję można znaleźć anty-koncepcję.

Prawdziwe słowa nie są przyjemne. Przyjemne słowa nie są prawdziwe.
Lao Tse

Awatar użytkownika
gaweł
Expert
Expert
Posty: 593
Rejestracja: wtorek 24 sty 2017, 22:05
Lokalizacja: Białystok

Re: [hacking][phreaking] - Ciekawy wykład Łukasza Jachowicza na PLNOG20

Postautor: gaweł » środa 16 maja 2018, 14:07

Wypowiedź Jachowicza mogę uzupełnić własną historią, która wydarzyła się w połowie lat 80-tych.

Bezpośrednio po ukończeniu studiów zatrudniłem się w ośrodku komputerowym Politechniki Białostockiej. Ośrodek dysponował wtedy komputerem ODRA 1305 pracujący pod kontrolą systemu operacyjnego GEORGE 3 (do dzisiaj uważam, że jest to system doskonały). Istniało w nim pojęcie użytkownika i każdy użytkownik musiał płacić na używanie komputera. Ponieważ uczelnia udostępniała moc obliczeniową komputera instytucjom zewnętrznym, to można uznać to za uzasadnione. W przypadku wykorzystania uczelnianego komputera na potrzeby pracowników zaczyna być trochę kontrowersyjne. Do celów dydaktycznych nie było żadnego limitu (rachunki drukowane przez komputer dla użytkowników sklasyfikowanych jako dydaktyka szły do kosza - co miesiąc komputer drukował rachunki dla każdego użytkownika bez wyjątku). W przypadku prac naukowych, czyli wsparcia komputerowego przy okazji robienia doktoratów, naukowcy byli traktowani tak trochę jak użytkownicy z zewnątrz. Dostawali przydział czasu maszynowego na realizację swoich prac i w gruncie rzeczy to były grosze (mi jako studentowi realizującemu własną pracę dyplomową wystarczało to na 3 dni → doktoranci mieli to na cały rok).

Po tym wstępnym wyjaśnieniu → królik z kapelusza.

Zajmowałem się utrzymaniem ODRY w ruchu (w sensie informatycznym, nie zajmowałem się wymianą scalaków w bebechach ODRY, choć takie doświadczenia również miałem). Jednym z pierwszych tematów wymyśliłem sobie trochę oprogramowania usprawniającego zarządzanie użytkownikami (tworzenie nowych, usuwanie zamykanych i rzecz jasna rozliczanie → wystawianie rachunków). Grzebiąc w różnych dokumentacjach od systemu GEORGE, podpierając się jego kodem źródłowym (był dostępny i go nawet sobie wydrukowałem, kupa papieru do przeczytania). Lektura bardzo wciągająca. Pozwoliło mi to wykryć kilka "nieudokumentowanych" cech. Rozliczanie użytkowników opierało się o zapisy w dzienniku systemowym. Tam jest wszystko: kto ile użył pamięci, ile wykorzystał czasu procesora, ile wydrukował. Po prostu tam jest absolutnie wszystko, taka komputerowa wersja korniki akaszy. Między innymi kiedy użytkownik zaczął pracę, kiedy skończył i w jaki sposób skończył (wylogował się normalnie, czy został "ubity"). Użytkownik mógł posługiwać się makropoleceniami (taki odpowiednik dosowych plików typu *.BAT). Jeżeli taki BAT wywoływał sam siebie (klasyczna rekurencja), to po osiągnięciu 24 poziomów zagłębienia, system ubijał sam takiego użytkownika (z odpowiednim zapisem do dziennika). Następnego dnia rano zawsze startował REGENT (mój program do rozliczania → nazwa jest adekwatna). Jak znalazł w dzienniku informację o "nienaturalnym zejściu", to traktował całe zadanie tego użytkownika za niebyłe. Po prostu był trochę "ślepy" i "nie widział danych" w dzienniku pozwalających na finansowe obciążenia użytkownika. Wiedziało o tym kilku doktorantów, którzy w przy "wsparciu" REGENTA stworzyli wspaniałe prace doktorskie.
I w ten sposób stałem się "sponsorem i mecenasem" nauki i badań naukowych :lol: . ODERKA czy stała i nic nie robiła, czy była obciążona i tak brała 30A prądu na 3 fazach. Per saldo uczelnia na tym nie traciła a jedynie zyskała, będąc całkowicie nieświadoma tego co się w rzeczywistości dzieje.

Dzisiaj widzę to jako fantastyczną przygodę, gdzie człowiek wiedziony chęcią zdobywania wiedzy, pokonywał różne bariery (ot choćby administracyjne, limitujące dostęp do komputera). Czy czuję się hakerem? Może w jakimś stopniu, takim hakingu "szlachetnym": nikt nie ucierpiał, wszyscy zyskali. :roll:

Prawdziwe słowa nie są przyjemne. Przyjemne słowa nie są prawdziwe.
Lao Tse


Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości