Pobór prądu, a metoda lutowania

Jak lutować, narzędzia potrzebne do montażu i lutowania, topniki, cyna, porady i wymiana doświadczeń.
Awatar użytkownika
ZbeeGin
User
User
Posty: 411
Rejestracja: sobota 08 lip 2017, 17:16
Lokalizacja: GOP
Kontaktowanie:

Re: Pobór prądu, a metoda lutowania

Postautor: ZbeeGin » czwartek 19 paź 2017, 19:09

Miałem coś nieco innego. Ponieważ nie chciało mi się uruchamiać pieca reflow to polutowałem płytki hotem. Pierwsze uruchomienia - wszystko ok. Późniejsze uruchomienia, zaczęły padać jak muchy kontrolery płytki dotykowej i to na zwarcie. Wszystkie 70 musiałem potem wymienić ręcznie. Zatem jest możliwe by operowanie hotem doprowadzało do przekroczenia np. dozwolonych temperatur dla struktur w stanie niepodłączonym.

Wydaje mi się, że przy pracy z hotem przesadzamy zwykle z temperaturą, i do tego nie podgrzewamy (preheat) płytki z elementami. Dlatego najpierw grzejemy "pełną mocą" elementy razem z płytką, która nam sporo ciepła odbiera więc grzejemy dalej narażając elementy na temperaturowy stres. Dopiero jak płytka się nagrzeje to zaczyna się proces rozpływu bo ustalą się temperatury.
Co innego w piecu - nawet tym najprostszym 3 komorowym. Najpierw jest pierwsza faza podniesienia temperatury wszystkiego (ja mam w tej strefie 140-150°C). W drugiej strefie grzeje większą mocą dolna grzałka strefy drugiej (tam mam ustawione 200°C) co podgrzewa płytkę, ale nie pastę. W trzeciej krótkiej strefie grzeje mocniej górna grzałka strefy trzeciej (tam mam 245-250°C dla pasty PbSn, 275°C dla pasty Pb-free) i to w niej następuje przemiana pasty na płynną cynę. Wobec czego elementy w trzeciej strefie przebywają dosłownie parę sekund.

Awatar użytkownika
j23
User
User
Posty: 416
Rejestracja: czwartek 08 paź 2015, 18:40

Re: Pobór prądu, a metoda lutowania

Postautor: j23 » czwartek 19 paź 2017, 20:10

Ja mam prawie zerowe doświadczenie w tym temacie (tzn . lutowania hot-air), ale to z czym się spotkałem to nie tyle rozbieżności wynikające ze sposobu lutowania co ze stosowania typu spoiwa (cyny) - w przypadku stosowania bezołowiowej pobór prądu na dolutowanym elemencie faktycznie jest minimalnie większy. Jako laik z elektroniki nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć jak tylko posiłkując się podstawowymi prawami fizyki, a konkretnie fizyka atomowa, zasada emisji i absorbcji elektronów (inna w zależności od składu atomowego danego związku/stopu). Nie wykluczone jest także i to, że w przypadku użycia wyższej temperatury występuje szereg innych reakcji jak np.łatwiejsze powstawanie tlenków metali, które stanowią dość dobry izolator. Tak ja to sobie w swoim rozumku tłumaczę (sam nie jestem pewien czy do końca dobrze dedukuję).
Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły.
ALBERT EINSTEIN

Awatar użytkownika
wojtek
Uber Geek
Uber Geek
Posty: 2148
Rejestracja: piątek 04 wrz 2015, 09:03

Re: Pobór prądu, a metoda lutowania

Postautor: wojtek » czwartek 19 paź 2017, 20:47

Wydaje mi się że analiza problemu zrobiona przez ZbeeGin jest trafna - ja dodałbym jeszcze że w warunkach "domowych " gdzie nie jest przestrzegana należycie sprawa eliminacji ESD może to być też problem przy nadmuchu gorącym powietrzem.
Wojtek


Wróć do „Technika montażu elektronicznego”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość